nowa strona www.zoar.blog.pl Ten sam świat.

NO KEYS, PUSH TO START
Słucham nowego Szikejna (Chicane). Nie muszę o niczym konkretnym wtedy myśleć. Wiec jak nie myślę o niczym konkretnym to ciągle myślę… ani to złe ani to dobre. Po prostu się dzieje.
Odpoczywam… upragniona sobota po tygodniu w lekkim stresie.
Mam ataki bólu głowy i powinienem coś z tym zrobić. Powinienem, bo cały czas nic z tym nie robię.
A co robię?
A no właśnie… w dzień taki jak dziś to w sumie nic. Pogoda nie zbyt ciekawa. Gdy się zrobi cieplej to zapakuje TRXa i polece gdzieś w wolna przestrzeń. Póki co pozostaje mi futryna drzwi. Na siłowni zrobili nawet specjalnie zajęcia i zakupili kilkanaście TRXów. Fajnie… muszę się kiedyś wybrać.
Cały czas biję się z myślami, co bym zrobił, jeżeli by stanęła w progu… hmm de facto kiedyś inna dziewczyna powiedziała mi, że w samym płaszczyku stanęłaby w moim progu. Hmm nigdy jej nie widziałem nigdy nie spotkałem a ostatnie, co wiem to to, że prowadziła ciężkie życie w gdańsku. Może powinna się odezwać… chodź w sumie to ja zerwałem znajomość… jak dziś pamiętam, że powiedziałem, iż jestem z kobietą, z która chcę spędzić przyszłość swoją… a dziś to przeszłość już.
Ponowna ocena życia… na szczęście już wiem, że jest mi ona nie potrzeba. Gdy cudem wychodzimy z wypadku nagle uświadamiamy sobie, co by było gdyby nas zabrakło… Z przykładów, które mnie spotkały wiem, iż życie toczy się dalej… Brakuje już Tomka i Radka… Brakuje też wielu innych a jednak cały czas jest tak samo. „Na pewno przygnębiająca jest myśl o nieuniknionej śmierci. Pocieszająco działa wiara w życie wieczne. Wiara w to, że jesteśmy jakoś oceniani, że istnieje jakaś Wyższa Sprawiedliwość, i że warto się wysilać. Niezależnie od światopoglądu, można na swoje życie spojrzeć tak, jak gdyby miało być kiedyś ocenione. Można się mylić i błądzić, ale tylko do końca życia...”
Dziękuje Sylwii, że mnie wspiera cały czas. Zawsze jest, gdy jej potrzebuje i co najważniejsze nigdy się przy niej nie nudzę i rozmawiać mogę o całym bożym świecie. Nigdy mi nie przytakuje, zawsze ma swoje zdanie.
Cały czas wedle planu? (Chcesz rozśmieszyć boga, powiedz mu o swoich planach) Nie mam planów wiec rozśmieszyć mogę jedynie ich brakiem. Hmm tumiwisizm…
Remont mieszkania trwa… na pierwszy ogień poszedł mój pokój. A może jeszcze panele? Następna łazienka i ubikacja… tam jest masakra!
Bieżnia, TRX, 8minABS.
Zacznę od tego że kiepsko się wysypiam ostanio. Wieczory spędzam z zapiskami Leszka, mądrościami Wojtka i panczami Erosa! Wstaje z bolem plecow…
Mój temperament wyrywny rozwiązał rebus wynikiem, czego we wrześniu ubiegłego roku serce me poleciało na biegun a wysłała je tam jedna yyy żenada, lecz cały czas się zastanawiam…
Kolejny tryb życia, nogą depnięcie w płytę chodnikowa takie mocne jak tąpniecie w kopalni. Zawsze od jutra zmieniamy się na lepsze a z tych postanowień zawsze nici – pryskają plany z rogiem
Codziennie tracę jeden dzień bez powrotnie w starciu z tą, która w końcu mnie dotknie i choć istotnie zapominam o niej ona nagle tuż obok przypomina mi o sobie dotykając kogoś… znaczy się świat… yyy… przypomina mi o niej stale a zapomnieć nie potrafię… nie mogę… nie chce?
Zupy: kiedyś były piętą Achillesa moja… teraz są asem w rękawie.
Co dzień wstaje o 6:35. W soboty mam wolne, bo i mam taką możliwość taka zachciankę, prykas. Wystarcza mi pracować przez 5dni. W ten dzień się wysypiam. W niedziele budzik dzwoni, o 6:35 ale tylko, dlatego abym mógł go wyłączyć i iść spać dalej. Dlatego że przez te 5dni pracy marzę o tym by to zrobić – wyłączyć go. W niedziele czuje się spełniony… mogę sprawić, że przedmiot zamilknie i zamknąć się pod kołdrą nie zbaczając na cały świat. Życie potrafi być piękne.
Otwieram oczy… budzik dzwoni jak by późno i czuje się wyspany a za oknem hałas… czy to tramwaje? Dziwnie ustawione łózko i pokój. Nie moje ściany i półki… a ten budzik tarabani melodią, którą znam jak by od roku… Przecieram oczy i gubię watek… bluzgam ze zdziwienia i myślę czy to sen czy zasnąłem przez kompem. Wstaje z wyra i po głowie się drapie jednak czegoś tam braknie… dlaczego w mordzie czuje kiepa a serce bije dla innej kobiety? Czy upiłem się wczoraj piwem czy whisky i dlaczego jestem jak by wyższy… idę do lustra i widzę brodę… czy jestem nim? Za rogiem kuchnia i obraz części i paczek dla kuriera. Mam nadzieje, że się nie dowie, iż upaprałem dywan wczorajszym jedzeniem… dzwoni telefon, lecz to nie moja Nokia i w obsłudze się gubię… zostawiam go ubieram dresy i wychodzę a w głowie mam wczorajszą z kobietą kłótnie? Po schodach zbiegam i dociera do mnie, że skoro jestem nim to on musiał obudzić się u mnie… wsiadam do auta i robię rundkę automatem a za kare niechaj on się meczy z manualem… przypominam sobie kłótnie z ojcem i płacz mamy.
Jest lepiej… tym razem obędzie się bez psychiatry.
„Mysle. Nie znikniesz z mego swiata. Nie odpisuj.” Ag. 20:46 2012.02.17
21.02.2012 Siedziałem w pracy i czytałem wiadomości ostatnie ze skrzynki odbiorczej… miedzy innymi z lutego, marca, kwietnia 2011 a przecież „ASY” mam zapisane na karcie sim… boje się je czytać.

Stworzyłem na pulpicie dokument tekstowy pt. „kobiety” i idę spać. (23:50 09.01.2012)
(20:00 28.01.2012) Wciąż jest tak, że gdy pisze to rozłączam wszelkie media i zabieram się za zbrodnie…
Urocza, ładna, z pewnością mądra, lecz jeszcze, ponieważ młoda 19letnia głupiutka dziewczyna, która poznałem ostatnio na imię ma Klaudia. Z pewnością wyrośnie na cudowna kobietę i rozrywać będzie męskie serca. Zdecydowanie za młoda jak dla mnie, ale miło znać taka postać. Ma swój cel w życiu i dąży do niego wytrwale, co prawda zapominając o większej ilości przyjemności, które może wykorzystać w swoim wieku - plus i minus… Ogromny szacunek dla niej… mógłbym się zakochać gdyby tylko nie to, że nie potrafię… ahh jej zdjęcia w telefonie są słodkie. Nigdy tak dużo nie spacerowałem po Elblągu… zaciągnęła mnie nawet na cmentarz nocą. Spacerując i rozmawiając z nią wszystko stawało się takie proste. Chce utrzymywać kontakt! Dodała zdjęcia na FB… szok, jaka jest śliczna!!
Mama – To, co maksymalnie podziwiałem/podziwiam w Agacie to nastawienie do rodziców – nie mówiła, że tata jest zły dobry czy inny. On jest tatą! Chciałbym, aby moje dzieci tak myślały tak o mnie i będę dążyć do tego. Mama jest mamą… maksymalny szacunek!
Agata – Starałem się zniszczyć tarcze strachu, zbroje z kompleksów i topór niewiedzy… jednak zniszczył mnie ten czarny rycerz. Zawsze będę odbierać telefon… jednak tematy się skończą z czasem. Nie rozdrapuje przecież już przeszłości i jak Mario Bros, chociaż idę to stoję wciąż a przesuwa się tło. Mały chłopiec utonął we krwi, bo gdy serce pęka to krwawi obficie. Czas pokaże…
Sylwia – Czy dzwoni i pisze tylko, gdy jest źle? Mógłbym tak pomyśleć a i pomyślałem, bo pisze… z pewnością uratowała mnie wiele razy! Jest mi potrzebna, jako mój przyjaciel, mój rozmówca. Mamy przecież wspólne tematy i rany – nieudany związek. Jest piękna, wspaniale nam się rozmawia i spędza czas, rozmawiamy o wszystkim w każdej tonacji emocji. Czasu zawsze nam mało na spotkaniach a jednak nie czuje pociągu seksualnego. Normalny zdrowy mężczyzna powinien już startować i smarować cholewki a ja jednak zero. Ta monogamii mnie zabije. Jest mi ona bardziej jak siostra i zawsze będę to powtarzać i udowadniać. Mój przyjaciel!
Tajemnicza ONLYaDREAM, która mnie uratowała – jeśli to czytasz to dziękuje bardzo. Pomogłaś mi… dzięki tobie dalej żyje a przecież odebrać go sobie nie chciałem. Pokazałaś mi w swoich wiadomościach, jaki jestem i jaki powinienem być. Dziękuje! Dałaś mi ogromną dawkę pozytywnej energii. Jeszcze dużo piasku uleci w klepsydrze nim zacznę żyć normalnie, ale OBIECUJĘ, że tak będzie.
Marta – mój warszawski lokator – rozmowy w kuchni to była klasa. Czy spotkamy się po latach? Jest plan, są chęci. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Bardzo bym chciał.
Inna Marta z NGD znalazła mnie też… ciekawy ciąg zdarzeń.
WRX STI 06r. - ciągle zauroczony…
Za parawanem imprez i neonów tylko smutek, w katalogu bodźców miłość stała się białym krukiem, we własnym bucie czuł się jak w parze cudzych, we własnej skórze nie chciał się już nawet budzić, odpychał bliskich, ogryzki na goodbye, wole być sam – fałszywy raj. Whisky lał do szklanek dezerter z armii szczęśliwych, niby szukał prawdy niewidząca, że prawdy nie widzi… Wciąż karmił się wizją – będę ponad i z nienawiścią żądał miejsca na cokołach. Skonał w samotności by narodzić się na nowo, dziś leci, ponad ale kocha to, co obok i pisze w osobie trzeciej, bo może ktoś czeka na to, że będzie lepiej.

Pierwszy pocałunek - pieczętuje umowę, na mocy której każda ze stron staje się odpowiedzialna za serce drugiego, deklaruje obchodzić się z nim rozważnie, lokować w nim swe troski i nadzieje, oraz nie obarczać bólem zdrady.
A tak po za tym to jakoś leci… biegam…
Byłem dziś na Zmierzchu… Ag. - Bella
Staram się…

Kiedy ja byłem na pierwszym kontrakcie to ona szalała… powiedziała, że stało się. Wtedy żyłem w mega stresie i starałem się jak tylko mogę by móc żyć w dostatku. By pokazać, że na coś mnie stać. By udowadniać jej miłość.
Kiedy w sumie miałem pierwsze w życiu wakacje prawdziwe, które de fakto okazały się lipa straszna, bo bez niej… ona szalała…
W niedziele 18 września roku 2011 popołudniową porą zniszczyła mnie. Spadło na mnie niebo. Ciężar, z którym się zmagam. Nie wiem, co mam robić… Boje się życia. Otworzyłem się... Dałem szanse znowu temu związkowi a dostałem w zamian…
Oddałem się cały…
Sama mówi, że niszczy ludzi. Usilnie chciałem jej pokazać ze nie trzeba. Ze można żyć w pięknym związku. Starałem się jak tylko mogłem czasem nawet wbrew swojej woli troszkę przekupując ją… oczywiście to i tak w efekcie końcowym było bardzo mile dla mnie doświadczenie.
Byłem u wróżki… zabrzmi śmiesznie, bo niby osoby takie przekazują w taki sposób informacje żeby sobie samemu poukładać w głowie, ale ona na prawdę wiedziała rzeczy, których nie mogła wiedzieć. Znała moje tajemnice.
Siedziałem jak wryty.
Ahhhhhhh czy bańka pękła? Czy jest jeszcze ona?
Dalej ciężko mi się śpi… nie mogę zasnąć. Mimo tego, że jest dużo ciężej niż ostatnio to już nie płacze… byłem przygotowany po części na to… bywało tak, że czułem, ale nie mówiłem jej tego. Wierzyłem, że to nie prawda…

Galaretka z mózgu… Termin zapożyczony od kolegi, który to wykradł to znajomemu z Rzeszowa. Zazwyczaj pozytywne określenie chwilowego staniu umysłu odnoszące się do zadowolenia a nawet stanu euforii czy też zaszokowania w pozytywnym znaczeniu.
Dziś odkryłem, że takowy stan nie tylko mam wtedy, gdy się cieszę, lecz również, gdy… tak (właśnie) wiec:
Jadąc w sobotę autokarem przez 300km docierało do mnie po raz kolejny a nawet mogę śmiało napisać, że waliło taranem o ściany mojego umysłu, że należy coś zmienić… prace, profesje, zawód.
Zacznę od wiadomości, jaka wczoraj naskrobałem:
Od Grzegorz: wiesz to nie jest fajne jak dowiaduje sie o czyms waznym w sposob jak by mowiono o czerstwym chlebie. totalnie bez emocji. Liczyłem ze zadzwonisz czy chcociaz napiszesz ze dostajesz sie na drugi kierunek i na co i dlaczego akurat tak a nie inaczej a tym czasem gdy pytam to wychodzi o tak totalnie z dupy. Przemilczalem to bo wiem ze czy zrobie afere ze nie mowisz czy tak jak teraz przemilcze to to nic nie zmienia w zachowaniu postepowaniu i dlaszych czynach. rozmawialismy o tym ze mam gadac od razu ale z analizy mojej jest tak jak pisze
Z gory przepraszam jezeli uraze ale hmm z jednej strony skoro mam przepraszac to rownie dobrze moge sie wstrymac i tego nie napisac... cofnac i pojsc spac... schowac mysli w glowie.
zapewne mam dzis tzn teraz stan zwaly umyslu i wyzygiwania po dzisiejszych milych zaskoczeniach pogodowych i klimatycznych tego co lezy mi na sercu. hmm role sie odwracaja bo to ja teraz jestem i mozna powiedziec ze sie bawie a ty jestes w domu a nie w pieczarkach. ahh ciezko mi po prostu a jak slysze ze ty wolisz sie nie odzywac bo tobie latwiej to szczerze... znasz koniec tego zdania.
szczerze to lecac tutaj mialem nadzieje ze bede mial mozliwosc skoczyc z jakiegos wysokiego klifu z miliona metrow do wody... uwietrznic to i wrzucic na YT. ide spac... mimo tego calego slodzenia jak tutaj jest pieknie i cudownie nie wychodze po za swoj maly podswiadomy stan umyslu i myslenia ze moje zycia jest do dupy a jedyna cudowna niepowtarzalna rzecza/osoba jaka mam jestes wlasnie nikt inny jak TY:*
Bardzo CIE KOCHAM:::*:*:* wiadomość popadając w skrajności... Wiem.
Było cudownie… leżałem w wodzie i obserwowałem ludzi. Jako że jestem facetem rzuciła mi się w oczy młoda ładna kobieta, która siedząc na niskim murku przebierała się ze stroju kąpielowego w stanik i gdy zobaczyła, że ja obserwuje bez żadnego zastanowienia nie schowała się, lecz jeszcze odkryła swoje piersi i mi je pokazała. Bardzo trudno to wyjaśnić, lecz było to takie naturalne nie jakieś dziwkarskie czy takie a masz zboczku zobacz. Miała ładne piersi… po chwili z wody przybiegły jej dzieci. Hmm po 20 godzina miała 26stopni i była piękna błękitna. Małe jeziorko z kilkoma plażami kamienistymi i piaszczystymi. Popołudniu słońce i 36stopni. Doskwiera tylko brak klimatyzacji. Wcześniej jeszcze biegałem na elektronicznej bieżni. Dzień zaliczam do bardzo udanych gdyż po kolejnej części Szybkich i wściekłych i późniejszym prysznicu bardzo dobrze mi się zasnęło.
Znowu goni mnie sen Lotto… polski sen. Ahh
Kilka dni później:
Wątpliwości… spalony słońcem leże na łóżku i czekam aż zegarek wybije 19. Pójdę pobiegać… będę dalej się spinać. Niech mi pomoże proszę gdyż mi chyba brak sił.
Dostałem odpowiedz na smsa… hmmmm tyle prawdy w nim ile w moim… kij ma dwa końce. To boli!


Jestem ogromnie zdołowany. Nie trzeba pokazywać mi sms by uświadomić mi ze mam tutaj nie wracać. Przyjazd tutaj pod względem wielu aspektów życiowych był (mogę to w pełni szczerze napisać) jedna z moich porażek życiowych. Oczywiście wyciągnę z tego wnioski na przyszłość, lecz jestem teraz czuje się jak największy śmieć i opinia moja i mój charakter są mieszane z błotem. Tak samo emocjonalnie czułem się po wypadku, gdy miałem wrażenie, że cały świat mnie opuścił... Wstawiłem się za 2 tłumaczami (i nie tylko ja, lecz pisze o sobie) a oni odwrócili się dupą. Siedzę cicho milczę zachowuje się jak cień.. Odebrano mi honor.
Wydaje mi się, że postawiłem jej ultimatum… Rozmawialiśmy dziś a raczej ja na początku słuchałem bez emocji, bo standardowo jak by się nic nie działo i wybiela się beznadziejnymi argumentami. Prosto rzecz ujmując nie ma żadnych argumentów na swoje postepowanie. Jest beznadziejna –czekam na zmianę albo out. Póki, co nie będę pisać jak do tej pory to robiłem. Powiedziałem, że się odłączę i czekam na informacje od Ag. Jak chce dalej w tym trwa to trzeba zrezygnować z czegoś
Podsumowanie.
W miłości fatalnie, w pracy beznadziejnie, światełko w tunelu to wakacje, bo jedyne, co jest to fundusze i plany. Aaaaa i nie mogę zapomnieć o moim przyjacielu!! Dziękuję!!
Lepszy początek lub gorszy koniec.

Co dziś a co jutro? Co wczoraj i mnie spotkało w ostatnim czasie? Hmm myślałem, że tak jak w maju na tydzień przed zjazdem to jeszcze się niekomfortowo nie czułem. Byłem nieco struty, bo chciałem na maxa wracać już do domu, czyli do Agaty, bo przy niej czuje się jak w domu… Miejscu duchowego relaxu. Miałem dość i myślałem żeby tylko już być… odpukać tego grilla w towarzystwie jej znajomych… po czym być po weekendzie w firmie i załatwić to, co mnie interesuje. Stało się tak, że będąc teraz na nast. kontrakcie już po pierwszym tygodniu czuje się dużo gorzej niż tam. Poziom tęsknoty jest niebywale wielki. Co do od pękania grilla majowego to okazało się być całkiem sympatycznie. Dobrze, że w miarę kameralnie było… poznałem ludzi, z którymi tydz. Później miałem spędzić kilkanaście dni, lecz jeszcze trochę wrócę się w czasie… ahh po wylądowaniu w warszawie, gdy ją zobaczyłem… Jaka moja mała dama była śliczna… tak cudownie ubrana… przyjechała po mnie z Andrzejem organizującym grilla… siedziałem z tyłu i napatrzeć się nie mogłem na jej postać….. ahh a wieczorem zrobiliśmy sobie spacer.. mmm:* Poznałem również ciekawą osobę – Olgę M. Tylko zastanawiam się, dlaczego ona się tak przy mnie zachowuje (w zasadzie olać :D )
Wróciłem do mieszkania… pozostało mi czekać 3dni na moje kochanie. Tym czasem załatwiłem kilka spraw. Trochę załatwiłem temat samochodu i w zasadzie nie pamiętam już nic więcej z przeciągu tych kilku dni…
Przyjechała… Postarałem się zorganizować wszystko… wydaje mi się, że przez okres, gdy była u mnie było super… cudowna doba w SPA… tego było mi trzeba, lecz koniec z luksusem… trzeba ruszać do giżycka towarzyszyć w obozie mojej damie. Zdecydowanie mój pierwszy prawdziwy urlop po kilku latach… chyba mogę napisać, że pierwszy prawdziwy w ogóle zaczął się fatalnie… gdzieś na drodze złapałem 10pkt i 500zł… Nadymałem się jak bufon.. Popuściłem emocje i strasznie się spiąłem… nie potrzebie, bo kobieta tylko siedziała jak wryta i starała się mnie bezskutecznie udobruchać… jeszcze jak na stacji się zatrzymaliśmy to okazało się, że zgubiłem zaślepkę progu auta i znowu wkurzenie… ah szkoda gadać.
Wynegocjowała super lokum dla nas. No mega… wspaniały duży pokój z widokiem na teren wypoczynkowy.. łazienka w pokoju… no cywilizacja jak ja to mówię:)
Zostałem chyba też dobrze przyjęty przez towarzystwo… poznałem kilku wspaniałych ludzi. Noo naprawdę było extra. Trochę opalania, trochę piłki nożnej, eksperymenty alkoholowe i zabawy wodne typu kajaki. Nie zapomnę tego na pewno… Jej trener judo okazał się bardzo sympatyczny a Bartek… cichy, ale miły. Bardzo mi się podobało. Grille… basen… dużo zdjęć. Sympatyczna atmosfera.
Wracaliśmy przez Olsztyn i spotkaliśmy się ze starym wspólnym znajomym. Było miło no i obyło się bez mandatu :)
AAAAAAAAAAAAAAaa teraz?
Upojne chwile zamieniły się w piekło na ziemi. Na szczęście praca to (aczkolwiek to moje hobby) to tylko praca. Aktualnie poświęcam spora część swojego wolnego czasu na zwiedzanie… przecież jestem w Paryżu. Pięknie tutaj… opisywać nie będę… życzę każdemu by to zobaczył!
Wracając do pracy to… hehe tego się nie da opisać… zupełne przeciwieństwo mojego ostatniego kontraktu. Cały czas pocieszam się tym, iż mam plan przez wakacje dochodzić psychicznie do siebie. Chciałbym pojechać do Mielna. Jest plan kupić motocykl… wtedy pakuje się w plecak i do boju:)
Dwadzieścia parę godzin później… Zdecydowanie jestem od niej uzależniony. Brak sms drugi dzień czy chwilki nawet zlewającej rozmowy przez komunikator sprawia, że mam doła. Raz na wozie a raz pod. Popołudnie było wspaniałe… po raz kolejny Moulin Rogue,
Bazylika Sacré-Cœur, potem cofka do Łuku Triumfalnego i długi spacer Polami Elizejski do Luwru… pogoda mega pozytywna, bo buzie mam czerwona. Szkoda tylko, że karta pamięci została w laptopie, co sprawiło, że mogłem zrobić mniej zdjęć, lecz jeszcze tam wrócę.
Teraz siedzę sam… przy stole wciągam trzy parówki z wody z ketchupem, szczypiorkiem popijając czerwonym barszczem i liptonem brzoskwiniowym. Dookoła otacza mnie luksus taki jak bym chciał mieć kiedyś w swoim domu. Na pozór wszystko jest ok… odłączyłem się od pracy myślowo totalnie i chyba już od tego tyg. Będę podchodzić z większym dystansem niż dotychczas. Tylko, że po głowie chodzi mi kilka scen z mojego ost. Urlopu... np. w trakcie rozmowy na grillu u Andrzeja jak wkradł się w rozmowę temat papierosów powiedziałem jakoś mimochodem „Przecież ona nie to skąd ma wiedzieć?” Po najbardziej szyderczy był śmiech Oli, lecz na tle słyszałem śmiechy reszty grupy… przemilczałem! Potem w SPA bez zająknięcia z kamienna twarzą w pełni kontrolowanych emocjach powiedziała, że raczej popala niżeli pali i popłynęła… Czuje się jak błazen, dureń, idiota. Skoro zataja prawdę w takich jak by błahych (nie dla mnie) sprawach to czy może ukrywać coś więcej? Ahh milczę, nie komentuje, ale nie będę żyć z popielniczką… ponad to boje się jej kłamstw.
PS Czekam na wyniki jej egzaminów i odpowiedzi gdzie pójdzie dalej na studia.