Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
zoar *Mój świat... - blog4u.pl

Mój świat...

:: zoar ::

Some month from this exact moment…




Robię to jak chcę, ziom
Mówię to co chcę, ziom
Nawijam tą prawdę
Wciąż nienawidzą mnie

Robię to jak chcę, ziom
Nienawidzą mnie

Wiem, że was wkurwiam, wiem to na pewno
Puszczaj, nie dla mnie niebo i piekło
Jest grono tych dla których zrobiłbym wszystko
Wielu chce w nim być, ale nie będziesz tam dziwko
Po prostu nie jestem tak ufny jak kiedyś
Masę osób już dawno wykorzystało kredyt

Ja mam za zadanie przeżyć, żyć dobrym życiem
Uciekłem z biedy dlatego profitami myślę
Przestań pierdolić, życie nie jest magiczne
Chemia, psychologia, hajs, dziwki i biznes
Boga nie ma albo zbiegł gdzieś z moją ex-laską
Bo jeśli jest to na pewno nie jest moim zbawcą
Teraz lecę sam z kredytową kartą
Polegam na niej, bo na wielu z nich już nie warto
Polegam na sobie, nie ma nic za darmo
Wkurwia cię to? się nie wkurwiaj, nie ma co


Pełne zakrętów życie… odnajduje drogę… wychodzę na prostą … szykuje się niespodzianka… dosłownie wpadam w poślizg. Nagle cała piramida się wali. Na szczycie wystarczyło ustawić ostatni klocek… kwiat słonecznika w mojej dłoni czekając pod uczelnia. Tylko tego mi brakowało! Wystarczyło przejechać 300km i kupić kwiat, przeprosić i podziękować że czekała. Teraz mogę powiedzieć no cóż… Leżałem w szpitalu i usłyszałem, że to dłużej trwać nie może bo „co nam teraz przeszkodzi? Śmierć?”

Dwa miesiące w domu. Mnóstwo przemyśleń, nieprzespane noce, brak priorytetów, brak zajęć. Kupiłem sobie plazme 42” i xboxa360 ale to nic nie dało. Pograłem kilkanaście dni – Na chwile wyłączyłem umysł do zmartwień. Teraz sprzęt leży zakurzony. Trochę zająłem się sprzedażą części z rozbitego auta na allegro – jakoś się to kręci.

Jak jest dobrze to jest dobrze ale jak się wali to wszystko – złote słowa. U mnie dosłownie. Jest tutaj kilka notatek do których będę chciał wrócić po latach. Wydaje mi się że skoro już tutaj pisze to będzie ok. – nie przestane. Może nawet kiedyś to opublikuje sam dla siebie.

Nie stoję twardo na nogach. Odwracam się za siebie jak chodzę, poruszam się na palcach. Nie mam marzeń, nie mam celów, boje się jutra… żyje w ciągłym strachu. Wpadam w histerie gdy myślę o przyszłości. Kiedyś byłem gówniarzem i szalałem. Jako nastolatek się zmieniłem, zacząłem budować zaufanie, znalazłem idoli, ułożyłem ścieżkę życia a teraz stąpam po lodzie życia. Czy się nad sobą użalam? Z pewnością tak. Chciałbym wyskoczyć z moich butów sytuacji życiowej, zamienić się z kimś… boje się życia równocześnie kochając je cały czas bardziej…

Kupiłem auto którego się boje… mam uraz po wypadku… ma dużą moc. Zrobiłem to na przekór tego co gadają inni. Zawsze chciałem mieć st220 wiec po prostu kupiłem. 1.10.09 wieczorowa pora nagle bym zaoczył swój żywot. Może dostałem drugą szanse żeby być lepszym człowiekiem, może uratował mnie Św. Krzysztof, może to że nie bywałem u lekarzy nagle się wyrównało, może jestem zbyt głupi i po prostu się udało. Chyba już nie ma co wspominać, wypominać, myśleć nad tym.

Czy cały świat nagle kopnął mnie w cztery litery? Jakoś na przestrzeni miesiąca przed wypadkiem okazało się że moja mama na dobra sprawę nie ma zamiaru wracać do kraju więc jak by nie patrzeć trochę się tym przejąłem, na domiar tego moje podejrzenia odnośnie tego iż ojciec ma kochankę się sprawdziły. Znalazłem mnóstwo dowodów i miałem kilka awantur wytoczonych z mojej strony przeciwko niemu ale ten się cały czas zarzeka że to nie prawda. Nie będę już wspominał o problemach z alkoholem które ma. Prosząc siostrę o pomoc dostaje mnóstwo zapewnień że tak że spoko że ok. będziemy rozmawiać ale gówno z tego wynika. Jak się coś chce to się wie gdzie zapukać. Zresztą sama przyznała się do tego że się odwróciła od problemu bo tak łatwiej. Znowu zostaje sam… Brat wpada do chaty wytacza mi awanturę o nic i w zasadzie przypadkiem ale łamie mi nos… Stwierdza że ja nie umiem się ogarnąć że co ja robie itp. Ale na litość boska mam porzadna prace ktorej on nie ma, to ja zarabiam mnóstwo kasy a on ma długi, to ja w tamtym momecie mam kobiete która mocno mnie kocha a jego chce od niego odejść i to ja mam poukładane w miare życie… a on sobie je komplikuje. Przyjeżdza mama i jak jej przedstawiam co mam na tate to ona sobie na dobra sprawe nic z tego nie robi. Okazuje się że to ja bardziej niż ona się tym przejmuje. Koleszka się odemnie odwraca, przestaje się odzywac a i wogole jest jakas cisza… zero spotkań itp. Kiedy mam już wszystko w dupe nie majac tego a wiadomośc o potwierdzonej pracy w waw i mieszkaniu jest autentyczna rozbijam się autem tracac je bezpowrotnie wraz z kobieta za która rzucił bym się w przepaść. W jednej chwili trace wszystko. Czas mija a ja pękam… wiedziałem że każdego można złamać… depresja, paranoje, przyznam się że miałem mysli samobójcze typu a jak by skoczyć z okna? Ponieważ jestem sam moim przyjacielem staje się psycholog… Nie jest to takie fajne leżenie na terapeutycznym łóżku w wielkim gabinecie jak na filmach ale mój przyjaciel za pieniądze pomógł mi trochę… teraz mogę to stwierdzić. Nie mam przyjaciół, szczerze mówiąc mam w dupie cała swoja rodzinę, nadchodzące święta, brak kobiety do której mogłbym się szczerze uśmiechać. Jest tylko kilku znajomych z którymi mogę zjeść pizze. To wszystko.

Od wypadku porozmawiałem… w zasadzie ostatnio z siostra Agaty i wydusiłem z siebie wszystko co myslę o niej i zrobiło mi się lżej. Przeprosiłem.

Wróciłem do pracy. Teraz mam taki okres nieco cięższy, Nie mam już tej pewności w reku, trzęsie mi się, mam nadzieje że jest to jeszcze jakiś szok pourazowy. Lekarz powiedział że nie od razu wroce do 100proc formy i tym się podtrzymuje na duchu. Za każdym razem gdy zamykam przyłbice to myśle myśle myśle… fatalna koncowka roku. Zawsze mogło by być gorzej.

Czemu uciekam w hip-hop z każdym problemem? Bo wg mnie zna on odpowiedz na każdy mój problem. W nim się odnajduje.

Są dni kiedy z okna spadam w dół.

Nie udało mi się ominąć kawałka w winampie… zebrały mi się łzy… beny benassi.

Kolejny wieczór gdy kładę się do łóżka sam – nie mam o czym myśleć.

Niepoprawny optymista czasem. Wierze że życie jest piekne… wali się na głowe ale powtarzam sobie to samo.

Moje święta… z roku na rok co raz smutniejsze. Mama za granica, tata u babci… mam dojechac… zreszta zaraz jade ale nie bardzo mi się chce. Pozytywne jest to że ja widzac to wszystko i uczestnicząc w tym nigdy nie sprawie żeby moja przyszła rodzina – żona, dzieci ; nigdy Noe dopuszcze do takich złych relacji.

Przed nowym rokiem musze jeszcze iść do wróżki… ciekawe co ona mi powie.

„Codziennie tracę jeden dzień bezpowrotnie
W starciu z tą, która w końcu mnie dotknie
I choć istotnie zapominam o niej
Ona nagle tuż obok przypomina mi o sobie dotykając kogoś
Towarzysząc mi z rosnącym uporem
Zastępując ciszą słowa niewypowiedziane w porę
Trudno o poręcz skoro tak ciężko o dowód
Że istnieje coś poza końcem na końcu tych schodów
Trzeba przyjąć to pamiętając o tych których serca już nie biją
Bo póki pamiętamy oni żyją
Wciąż dając nam obraz tego
że ci, których kochamy odchodząc od nas
Zostają w nas samych
Będąc gdzieś tam i gdzieś tu równocześnie
Szkoda, że was nie ma, dobrze, że jesteście”

….

Przemierzam miasto na gumowych podeszwach,
Czarna 65-ka, piątkę kitram w rękaw,
Chcę noc spędzić przy dźwiękach i skończyć nad Wisłą,
Lub na krakowskim w bistro,
Mogę wszystko, rytm gra we mnie,
Zwykła noc, ale myśli bezcenne,
Życie bezczelne a los łajdacki,
Od dziecka ciekawski w poszukiwaniu atrakcji,
Leszek Talar psy bez domu chce przygarnąć,
Blisko pięknych kobiet nie umie się ogarnąć,
Bawi się życiem i cóż cały w siniakach,
Ale chodzić już umiem, teraz chcę umieć latać,
Nie masz cwaniaka gdy wiesz jak się nie zgubić,
Heniu Lermaszewski uczył cię kindersztuby,
Życie, bary, koncerty, kluby, toast,
Cygański los nocy rzucam się w ramiona.
Wielu z was myśli że to rozrywka
Miła zabawa, pare rymów, uśmiech co linijka
Taki luz wiesz spoko jest fajnie
Mówimy sobie co chcemy byle co, o czym kolwiek tak jest
Wiesz chłopaki w trochę szerszych spodniach
Leczą swoja kompleksy idą tam gdzie jest moda
Bo telewizja to kupiła i wiesz teraz co chwila
Możesz obejrzeć ciągle coś w rap teledyskach
Złote łancuchy, alkohol, szybkie kobiety
Zobacz i patrz co oglądaja Twoje dzieci
Promocja zła, łatwych pieniędzy, sexu
Pięć gram pomoże w Twojej drodze ku szczęściu
Sprawdź, na co wychowuje młodszych
Dawno już miłość do życia zamieniono na miłośc do forsy
Nie przez to że sama jest zła ale że zrobiono jej promocje
I dalej widzimy ładnych uśmiechniętych na pierwszym planie
A przecież ludzkie tragedie dzieją się za parawanem gdzieś


Zobacz postaw się z drugiej strony
Może ktoś kiedys powie dziwko do Twojej siostry
A Twój mając 13 lat ogłupiony klipami
Poleci pierwsze nosy z kolegami
Zastanów się, zrób rachunek, sprawdz wynik
Pomyśl o świadomości tych którzy kupują płyty
Sam nie jestem święty wiem to ale widzę
Że przez swoja słowa mogę wpłynąć na niejedno życie
Dać nadzieje tym których światem jest muzyka
Pokazać im że można z każdą przeciwnością wygrać
Przez wiare w Boga spójrz prosto w blask moich oczu
Zobaczysz spokój Allach pomaga w każdym kroku
Przez wiedze znajdując siłę w sobie odzrzuć lenistwo
Potem sam zdecydujesz jak będzie przyszłość
Więc nim wyplujecie jad w nowe tracki
Zróbcie to dla siebie i podrzyjcie swoje kartki

….

Czy to twoja wina?! Boże zrób coś, bo ludziom
Trudno wierzyć w namalowany trójkąt
Z okien kamery, wzrastające tantiemy różnych usług
Wybacz, nie wielu znam omnibusów
Jestem szczery, po chuj mi zbrojeniowy przemysł
Wieczne uczucie tremy, Boże zrób coś
Świat na mieliźnie utknął, nie mówie o ojczyźnie
Tylko o tym co czeka mnie jutro
Za tydzień, za miesiąc, za rok, zbędny optymizm
Teraz nieba sięgają tylko kominy i firmy
Chce być dziecinny, sycić wzrok kolorami,
Liczyć krok chodnikami, idąc co dnia
Być nieświadomym tego jak to wygląda
Zapomnij o czarnych wołgach, teraz strach wzbudza s-klasa
I to czy na dworcu nie wstrzykną ci adidasa
Łzy nie przestają kapać, chlapać kałuże będą
Boże czasami myśle, że do dla ciebie przyjemność
Latami mi ciśnie betonu wielkość, dla ludzkich istnień
Już samo życie to czyste piekło
Widzisz ślepote miasta, zamiast co łaska
Prawda mlaska jak Malajkat,
Wypluwając puste hasła, gdzie tkwi katarakta,
Tu myśleć wprzód, to umysłowy falstart


Tylko o jedno ciebie prosze, powiedz raz ale szczerze
Kiedy, kiedy mnie stąd zabierzesz?
Tylko o jedno ciebie prosze, powiedz raz ale szczerze
Kiedy mnie stąd zabierzesz?


Teraz już mi chyba lepiej… po raz kolejny po opisaniu sytuacji pozornie złapałem spokój. W nowy rok wchodzę czystszy. Cieszę się w grupie i płacze w samotności. Szwagra zdanie o 3 głębokich wdechach pozwalają mi lepiej się skupić i przestać zanosić się i ryczeć…




zoar 24/12/2009 10:37:43 [komentarzy 0] Komentuj